Cześć wszystkim :)
Ten rozdział dedykuję Mojej ŚMowej siostrzyczce Linie <3
Dziewczyna przeczesała swoje fioletowe włosy o odcieniu kwiatu lawendy, od którego pochodziło jej imię - Lavienne.
Nazywana przez przyjaciół Lav rozmyślała nad swoim życiem...
Gdy miała dziesięć lat jej rodzice zmarli w wypadku samochodowym.
Jej młodsza siostra była mocno poszkodowana. Zmarła kilka godzin po wypadku w szpitalu.
Trzy dni temu zmarł jej przyrodni starszy brat Maxim, najbliższy jej człowiek na świecie.
Maxim zmarł 14 sierpnia w swoje imieniny*.
Pojutrze kończy 14 lat.
W wieku 11 lat dowiedziała się, że jest czarownicą, a Maxim - czarodziejem, tak samo jak ich tata.
Nie poszła do Hogwartu, bo Maxim ją uczył w domu - dostała specjalne pozwolenie na używanie czarów w swoim domu.
Po wakacjach musi iść do Hogwartu...
Lavienne wstała z fotela, na którym siedziała i rozejrzała się po mugolskim studiu nagrań Radia Vikerus.
Podeszła energicznym krokiem do wieszaka i szybko chwyciła bluzę, która wpadła wprost na nią. Przeklinała swój niski wzrost, który wynosił około 30 centymetrów mniej niż przeciętny.
Chciała już podejść do drzwi, gdy one otworzyły się z hukiem ukazując Taylora stojącego w progu.
- A co ty tu jeszcze robisz? - zapytał zdziwiony Taylor, kolega Lavienne ze studia nagrań i obiekt westchnień każdej dziewczyny w mugolskiej szkole. Tylko Lav nie czciła jego urody.
- Mogłabym ciebie o to samo spytać - odpowiedziała drżącym głosem zdając sobie sprawę z mokrch od łez policzków i szybko wytarła je rękawem.
- Ej, Lav, co się stało? - Spytał nalegając chłopak i jednocześnie patrząc na nią pięknymi granatowymi oczami, od których nie miękły jej kolana.
Lavienne szybko sprawdziła, czy wszystkie mikrofony są wyłączone, po czym rzuciła się wysoko w ramiona przyjaciela. Opowiedziała mu o wszystkim: o Hogwarcie, Magii i wszystkich jej zmartwieniach.
- Mogę Ci jakoś pomóc? - zapytał oszołomiony ogromem informacji.
- Możesz dzisiaj do mnie? Mój dom wydaje mi się taki pusty. Dostałbyś jakiś pokój gościnny i oglądalibyśmy telewizję do północy...
- Okej, tylko zadzwonię do rodziców.
- Dzięki - wyszeptała Lav uśmiechając się promiennie.
Jakiś kwadrans później szli do domu Lavienne opowiadając sobie różne śmieszne historie.
- To tu - powiedziała fioletowowłosa wskazując duży budynek, który każdy mugol nazwałby willą.
- Nie dziwne, że czujesz tu pustkę.
Gdy weszli i wybrali dla Taylora pokój gościnny, ze ścianami w kolorze czystego złota, skierowali się prosto do salonu i zajęli miejsca na kanapie. Po chwili Taylorowi zaburczało cicho w brzuchu.
Dziwnym trafem Lav pomyślała o tym samym...
- Może jesteś głodny?
- Wiesz co...
Lavienne spojrzała na zegarek wiszący na ścianie.
- Nie ma jeszcze 23:00, może zamówimy pizzę?
- Z wielką chęcią.
W tym momencie zadzwonił dzwonek do drzwi. Lav machnęła jakimś patykiem, po czym krzyknęła:
- Proszę, pani profesor!
Zeskoczyła szybko z kanapy i podeszła do przedpokoju, a wraz z nią Taylor.
Do domu weszła wysoka staruszka ze spiczastym kapeluszem na głowie i w długiej, dziwnej sukni, zaraz za nią mężczyzna z wieloma bliznami na twarzy. Zamknął grzecznie drzwi i zwrócił się do Lav.
- Dzieńdobry, Lavienne - powiedział miłym tonem.
- Dzieńdobry, panie profesorze Lupin.**
Kobieta spojrzała na chłopaka stojącego obok panny Auditian. A dziewczyna podążyła za spojrzeniem profesorki.
- Pani profesor, to mugol, ale wie o wszystkim. To mój przyjaciel.
- No dobrze. Wiesz, czemu tu się zjawiliśmy Auditian, prawda? - zapytała nauczycielka.
- Jasne. W związku z moją mocą nadprzyrodzoną - westchnęła i mimowolnie spojrzała na swoje dłonie.
- Właśnie. Taka moc to wielka odpowiedzialność - zagadnął mężczyzna.
- Wiem. Każdy mi to powtarza - szepnęła gapiąc się w podłogę.
- Może wpuścisz nas do środka? - zapytała kobieta wsłuchująca się w rozmowę.
- Oczywiście, zapraszam!
- Czyli mówi pan, że ta pani zmienia się w kota? Nie wierzę! - zaśmiał się Taylor.
- Tak, jestem animagiem - potwierdziła kobieta. - Właśnie, Remusie! Mieliśmy coś przekazać...
Lupin wyjął z kieszeni szaty list.
List do Hogwartu.
Lavienne przełknęła głosno ślinę.
- My już musimy iść - powiedział szybko Remus, złapał McGonagall za ramię i się teleportował.
Chwilę później rozległ się krzyk rozpaczy Lav.
---------------------
Dzieńdobry!
Przygotowani na kolejną dawkę ff? :)
Pozdrawiam, Anahi "Anana" Avyllo
Świetny prolog, zresztą ty zawsze wszystko świetnie robisz i piszesz. Nie poddawaj się i pisz dalej.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam,
Tyśka
Oj, Nicoś nie komplementuj tak
Usuńdzięki za słowa motywacji i zaraz zabieram się za zaczynanie 1. rozdziału!
Bye,
Anana
Ruda! Swietny rozdział. Czekam na nastepny
OdpowiedzUsuńCałuski Alexa